Zimowisko w Starczowie

Wielu na nie czekało. Wielu nie mogło się na nim znaleźć. Ale również wielu udało się na nie pojechać. Mowa o zimowisku w Starczowie zorganizowanym przez Z.D. „Lawina” pod koniec stycznia.

27 stycznia 2013r.
Jest godzina 10:30. Większość harcerzy jest już na miejscu zbiórki, na dworcu PKP. Szybko się przeliczyliśmy, wszyscy obecni. Pociąg wyjątkowo nadjechał punktualnie. Oby było tak przez resztę zimowiska. Wsiedliśmy i pojechaliśmy, obyło się bez żadnych problemów. Dojechaliśmy do Wrocławia, gdzie przesiedliśmy się do pociągu, który zawiózł nas prosto do Starczowa:


(jeśli nic nie widzisz, odśwież stronę)

Od stacji do schroniska dzieliło nas 15 minut marszu. Na miejscu rozpakowaliśmy się, zjedliśmy obiad i wyruszyliśmy na zwiad terenowy. Jego efekty prezentowaliśmy później. Po szybkiej toalecie udaliśmy się spać.

28. stycznia 2013r.
Pobudka. Oboźnym jest Krzysztof Wojda. Dobrze pełni swoją rolę, po chwili wszyscy są już na nogach. Pierwszą zaprawę na zimowisku rozpoczęliśmy „pajacykami”. Następnie każdy proponował ćwiczenia do wykonania. Dziś wypadło na dziewczyny. Poszło szybko, rozeszliśmy się na poranną toaletę. Zaraz po niej nadszedł czas na poranny apel. Dowiedzieliśmy się, że w planie dnia jest wycieczka do Kamieńca Ząbkowickiego:


(jeśli nic nie widzisz, odśwież stronę)

Na miejscu zostaliśmy podzieleni na 4 patrole, z czego każdy otrzymał zdjęcie przedstawiające różne obiekty. Za zadanie mieliśmy odszukać te obiekty, w miarę możliwości zinfiltrować, ale przede wszystkim dowiedzieć się o nich jak najwięcej. Zajęło nam to trochę czasu. Następnie udaliśmy się do Biedronki, żeby uzupełnić zapasy żywności oraz płynów. Teraz czekała nas najciekawsza część dzisiejszego dnia, czyli tzw. gra z jajkiem. Polegała ona na tym, że każdy patrol otrzymywał po 2 jajka i dzięki swoim umiejętnościom mieli oni wymienić je na coś cenniejszego. Po powrocie do schroniska podsumowaliśmy efekty naszego wyjścia, z których byliśmy bardzo zadowoleni. Zdobyte przez nas przekąski wystarczyły na długi czas, a to wszystko dzięki paru jajkom. Zaraz potem odbyły się również zajęcia mające na celu nauczyć harcerzy wielu przydatnych umiejętności, takich jak wyznaczanie północy przy pomocy zegarka czy obliczanie skali. Tego dnia wieczorem odbyły się też eliminacje do harcerskiej wersji teleturnieju „jeden z dziesięciu”. Do następnego etapu zakwalifikowało się aż 14 osób! Po zjedzeniu kolacji i kominku, ogłoszono ciszę nocną, toteż poszliśmy spać.

29. stycznia 2013r.
-Uwaga zimowisko! Ogłaszam pobudkę!
Znów to samo, według schematu: zaprawa, toaleta, śniadanie, apel. Tym razem w planie zajęć była gra terenowa, z podziałem na 5 równych patroli. Przed obiadem jej pierwsza część. Celem było odzyskanie skradzionego szklanego kielicha pełnego cennych kosztowności. Aby się to udało, należało rozwiązać 10 zagadek, a i to nie był koniec, gdyż wtedy dopiero patrol otrzymywał wskazówkę dotyczącą miejsca ukrycia kielicha, a brzmiała ona tak:
W tej lodowatej krainie,
gdzie Starczewski potok płynie,
jest ukryty bez wątpienia,
cel waszego przeznaczenia.
Gdzie jest skarb? zapytujecie
odpowiadam – gdzieś na świecie
jak daleko, pytacie znów
-dzieli was 2000 stóp
-w którą stronę mamy zmierzać?
-Gdzie lodowa stoi wieża,
poszukajcie podpowiedzi
w drugim wersie mej spowiedzi.

Białą wieżą okazał się straszliwy bałwan, który istotnie w swoim wnętrzu przetrzymywał szklany kielich wypełniony kosztownościami. Czyli słoik po ogórkach z cukierkami w środku.
Szatański bałwan

Po jego odzyskaniu nadszedł czas na obiad, a następnie na drugi etap gry. Mianowicie komandosi po odzyskaniu kielicha musieli opuścić niegościnną wyspę. Niestety, helikoptery, które miały po nich przylecieć zostały zestrzelone i rozpadły się na 3 części. Każdy patrol miał więc za zadanie odnaleźć części śmigłowca poukrywane w schronisku. Po kolacji odbyła się druga część turnieju „1 z 10”, przy czym z 14 zakwalifikowanych osób pozostało ich 11, ale tylko dlatego, że prowadzącym skończyły się pytania. Potem przyszedł czas na kominek. Jutro mieliśmy szybciej wstać, toteż ciszę nocną ogłoszono wcześniej.

30. stycznia 2013r.
Dziś wyjątkowo nie było zaprawy. Naprawdę się spieszyliśmy. W planie dnia była wyprawa do Kłodzka. Wyjątkowo mieliśmy jechać pociągiem. Szybka toaleta, ekspresowy wymarsz i byliśmy na stacji przed czasem. Pociąg znów przyjechał punktualnie. Wbrew stereotypom PKP wydaje się niezawodne. Niecałe 30 minut później byliśmy na miejscu:

(jeśli nic nie widzisz, odśwież stronę)

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od twierdzy, a konkretnie- od tunelów minerskich. Pani przewodnik opowiadała naprawdę pasjonująco, dowiedzieliśmy się od niej sporo o historii twierdzy. Po przejściu przez klaustrofobiczny labirynt zmieniliśmy przewodnika. Ten z kolei oprowadził nas po górnych partiach twierdzy, które były nie mniej ciekawe. Po zwiedzeniu wszystkiego rozdzieliliśmy się. Niektórzy poszli w stronę galerii handlowej, by tam zjeść coś w McDonaldzie, inni szukali jakichś restauracji czy pizzerii bliżej twierdzy niż godzina marszu, ponieważ doskwierał im nieco większy głód niż pozostałym. Sporo na tym nie stracili. Następnie ogólne zwiedzanie miasta. W końcu spotkaliśmy się na kłodzkim dworcu. Przewidywaliśmy, że tym razem pociąg znów przyjedzie punktualnie, ale postanowił nam zrobić niespodziankę i pojawić się godzinę później. Był to jedyny powód do narzekań, w końcu nikomu nie uśmiechało się wracać pieszo. Po powrocie przeprowadzono przedostatni etap „1 z 10” wyłaniając trzech finalistów do jutrzejszego etapu. Następnie zaś zebraliśmy się na dole grać w „ślimaka”. Po zakończeniu gry rozkazano nam (wcześniej niż zwykle) umyć się, nie wliczając włosów. Niektórzy zaczęli już coś przeczuwać…
Około godziny 21. rozkazano nam założyć mundury. Wyprowadzono nas na dwór, w bardzo mocny deszcz. Stanęliśmy wokół ogniska. Paliło się chyba cudem, ale wszystko wskazywało na to, że bardzo szybko przestanie. Nie wyglądało to najlepiej. Musieliśmy wrócić do schroniska. Tam w ciszy przenieśliśmy się na kominek. Płomienie świec były zbyt słabe, aby wszystko było można wyraźnie zobaczyć, co nie zmienia faktu, że dla czterech harcerzy był to przełomowy moment w ich życiu. Po odczytaniu rozkazu, uklękli przed flagą Rzeczypospolitej i odmówili formułkę  przyrzeczenia:
„Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce, nieść chętną pomoc bliźnim i być posłusznym Prawu Harcerskiemu.”
Gdyby było nieco jaśniej, dałoby się zauważyć łzy spływające po policzkach części z nich. Następnie nadszedł czas na ostatni na zimowisku kominek, z paroma pląsami i zabawami. Później tylko cisza nocna, niektórzy wstępnie zaczęli się pakować.

31. stycznia 2013r.
Czas na standardowy poranek- pobudka, zaprawa, toaleta, śniadanie… większość harcerzy nie może uwierzyć, że to już koniec. Suszymy ostatnie rzeczy, kończymy się pakować. Jeszcze przed wyjściem odbywa się ostatnia runda „jednego z dziesięciu”, którą po niezbyt długiej, aczkolwiek zaciekłej walce wygrywa Antek Zioła. Kiedy skończyliśmy zamiatać podłogi i pozbywać się resztek ogniska, ostatecznie opuściliśmy schronisko. Podróż do domu trwała około czterech godzin, znów z przesiadką we Wrocławiu, znów z punktualnie przyjeżdżającymi pociągami. Już na dworcu PKP w Bolesławcu szybko i sprawnie rozpakowaliśmy pociąg z naszych bagaży, dzięki czemu bez zbędnych opóźnień rozeszliśmy się do domów. Tak minęło zimowisko Związku Drużyn „Lawina”w Starczowie.

~~Beniamin Marek

Dodaj komentarz